Pierwszy raz poczułam, że pisanie naprawdę mnie prowadzi, kiedy zaczęłam spisywać swoje historie z randek po rozwodzie. Miałam wrażenie, że bez tego bym nie przeżyła.
Obracałam trudne sytuacje w żart i wysyłałam teksty koleżankom. Jedna z nich zadzwoniła do mnie kiedyś o jedenastej wieczorem z wanny, żeby powiedzieć, że leży w pianie i zaśmiewa się z kolejnego opowiadania.
Wtedy zrozumiałam, że moje pisanie naprawdę ma sens. Że może być moim sposobem na życie.
Pisanie przywraca mi sprawczość. Oddaje mi moje historie. Pozwala mi zobaczyć głębiej sytuacje, które przeżyłam jako świadek.
Kiedy kobiety siadają ze mną do pisania, dzieją się rzeczy, których nie da się dokładnie zaplanować. Właścicielka agencji marketingowej pisze wiersz o kobietach w swoim rodzie. Uzdrowicielka zaczyna tekstem krzyczeć. Ktoś wpada na pomysł podcastu. Ktoś po raz pierwszy czyta na głos zdanie, którego wcześniej bał się nawet pomyśleć.
Interesuje mnie właśnie ten moment. Kiedy przypadkowy tekst sprawia, że kobiety siedzące przy stole mają ciary.
Tego lata będę w Polsce. Chcę usiąść z Wami do pisania.